Podróże z espresso 168: Kenia Kagumoini (Coffeelab)

hyjos2

 

Na zdjęciu widzimy skromnego palacza, który przywiózł nam paczkę uprażonej godzinę wcześniej Kenii.  Ziarno z Kagumoini, AB, myte, znany duet SL, jakby ktoś pytał. Właśnie, czy ktoś oprócz roasterów jeszcze pyta? Pytacie?

Espresso z mnóstwem bąbelków, szampan na języku, no i przede wszystkim straszny kwach, więc się jaramy (to nie MPB, więc tak: jaramy się). W aromacie dużo cytryny, trochę suszonej skórki pomarańczy, czasem przemknie czerwony owoc. Słodycz też jest, i to dużo, ale kwaskowatości jest więcej. Lubimy taki balans. Przypomina nam sławetną Korchohę z Dropa, którą piliśmy rok temu (za złotych czasów). Mouthfeel gilgocze podniebienie. Alan, jak wypił, dostał gęsiej skórki pod pachami. Jak ktoś lubi drineczki sweet&sour, powinien zajrzeć dziś lub jutro.

Dobra, wracamy do aero. Dziś poszło już sześć, a dzień dopiero się zaczyna.

P.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s