Podróże z espresso 167: Silent Shout (Koppi)

Piję kolejne wcielenia tego blendu odkąd istnieje Ministerstwo Kawy, czyli pewnie już ponad dwa lata. Do tej pory to był zawsze taki zwiewny, delikatny szocik z cytrusową nutą, nutką nawet. Ze Sławkowej ręki zawsze wyborny. W mleku – niezauważalny w zasadzie, trzebaby chyba ze dwa doppio, by poczuć kawę w cappu. Ale w espresso zawsze wart grzechu i natychmiastowej repety.
No i mamy kolejne wcielenie Shouta. Piłem w Mini z Lamy, teraz w Filtrach z Nuovy (tak, ciągle na posterunku, nasza lama naprawiona, ale boję się ją podłączyć to tej żrącej gastrostal wody).
Poszło zdecydowanie w stronę mocy, body, wagi i mouthfeelu. Niezwykle ciężka do opisania kawa, bo taka… kawowa. Jest w niej jakość, bez dwóch zdań. Jest owoc, jakiś… Ta kwasowość jest taka kefirowa. Albo jak taka super-duper czekolada single origin. Mieliśmy podobne skojarzenia z Justyną: gorzko-kwaśna czekolada, ale taka absolutnie topowa, za 15 zeta tabliczka.
Ciekawa rzecz, warto. Ja jutro wracam do eksperymentów.
K

20140331-232147.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s