Podróże z espresso 160: Salwador „San Francisco”, Coffee Zone

Cześć,

Jeszcze parę słów o tej kawie, bo ładnie się nazywa.  To oczywiście nie koniec zalet. Z pewnością należy do tych bardziej cytrusowych i orzeźwiających. Jest kontrowersyjna, bo niektórym gościom smakuje, innym nie. Baristom naszym raczej nie smakuje, baristom cudzym — tak, a mnie raz smakuje, a innym razem nie, i nikt nie wie, dlaczego tak jest. Dziś na przykład zaskoczyła przyjemnym mouthfeelem w stylu lekko płynnego nadzienia pomarańczowych pralin znanej polskiej (japońskiej?) czekoladziarni. Nadzienie — Pomyślcie, gdyby tak na espresso tudzież ekstrakt mówić: nadzienie. Lepiej? Albo: sos — bardziej pomarańczowe niż czekoladowe w smaku, ze słodkim aromatem wypieczonego biszkoptu. Generalnie dziś poruszamy się wokół osi cytrusowej i karmelowej, dla przykładu omawiane espresso jest bardziej kwaskowate i mniej słodkie od soku z grejpfruta, ale nie przebije ogórka kiszonego z eko sklepu.

W skrócie to takie szampańskie delicje dla odważnych marynarzy, arr! Za parę dni przypłynie do młynka inny Salwador, za to z tego samego pieca, więc warto porównać, tak sugeruję.

P.

sanfrancisco

Reklamy

One response to “Podróże z espresso 160: Salwador „San Francisco”, Coffee Zone

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s