Podróże z espresso 158: Red Brick (Square Mile)

redbrick

Błażko przysłał, więc musi być dobra. Gdyby jeszcze tu przyjechał i ustawił młynek, to w ogóle byłoby klasa. My ustawiliśmy tak, że jest antonówka, taka z wrześniowych zbiorów. W tle przemyka herbatnik z dziurką i cukrem, a przy niektórych filiżankach mamy nic innego jak kandyzowaną papaję z Waszej ulubionej mieszanki owocowej Jablko-Mieta.  Jednak przede wszystkim jabłko. Brak kremy prawie tak obiecujący jak onegdaj w kawkach z Dropa. Jest jakaś mądrość w polskim przysłowiu: no crema, no serva, dlatego że bariści wszystko wypiją. A może z tej kawy nie wychodzi nam espresso, tylko coffee shoty? No bo Londyn.

Wsypaliśmy 2kg, wiec powinno wystarczyć do popojutrza. Chodźcie. Za barem można tez spotkać Japonki zabawiające się oraz gości ciepłym mlekiem, co każdy przecież lubi.

P.

Reklamy

One response to “Podróże z espresso 158: Red Brick (Square Mile)

  1. Nie taki znów brak kremy , kożuszek jest – coś jak na stygnącym ciepłym mleku.W moim szocie maślane ciastka z jeszcze nie do końca dojrzałymi żółtymi śliwkami odmian mirabelka i ulena.Opróżniona filiżanka delikatnie kuminem pachniała. I bardzo oleisty był to szot. . Śpiewał Krzysztof D. „Tłuszczem zachodzą oka w rosole…” i Red Brick taki rosołowy wczoraj był. Duża radość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s